„Mowa” wnętrza naszego kościoła

Obchodzona w ostatnią niedzielę października rocznica konsekracji naszej świątyni a także przypadająca dziś niedziela gospodarcza przynagla, by w biuletynie parafialnym kolejny raz przybliżyć nasz kościół. Tym razem z nieco innej strony. Jestem przekonany, że gdyby zapytać o kościół parafialny większość powiedziałaby, że jest bardzo stary (zabytkowy) i ładny. Wielu wiedziałoby, że budowany był w stylu gotyckim, w swej zasadniczej części między rokiem 1330 a 1400. Nie brak i takich co dokładnie znają historię jego powstawania.  Przypuszczam jednak, że niewielu potrafiłoby odczytać mowę wnętrza tej świątyni. Warto bowiem wiedzieć, że w gotyku świątynię nie budowano tylko po to, by stworzyć przestrzeń do sprawowania liturgii w komfortowych warunkach ale też po to, by ta przestrzeń sama mówiła o Panu Bogu. Spróbujmy więc choć pobieżnie przyjrzeć się wnętrzu naszej świątyni, by w murach, które znamy od dziecka dostrzec ów wykład o Bogu, Kościele i świecie dany przed wiekami przez jej architektów i budowniczych.

Zauważmy najpierw, że naszą Farę zbudowano z cegły. Pomysł sztucznego kamienia jakim w swym zamyśle jest wypalana cegła przyszedł z Imperium Rzymskiego. Okazał się zbawienny dla tych terenów, gdzie brak piaskowca. Do Polski cegła trafiła poprzez Cystersów i stosowano ją od początku XIII wieku. Oprócz dostępności i wielu zalet architektonicznych doskonale wyrażała ona wszechobecne myślenie ludzi tamtego czasu inspirowane wiarą. Dla ludzi epoki gotyku nawet sam materiał budowlany nie był wyłącznie budulcem. Każda pojedyncza cegła budynku kościoła stanowiła symbol pojedynczego człowieka – członka wspólnoty Kościoła. Jeśli jeszcze dodamy, że cegła produkowana ręcznie, inaczej jak produkowana maszynowo, ma indywidualne cechy – przekonałem się o tym w Żarnowcu, gdzie w wykopach wzdłuż murów kościoła znaleźliśmy tzw. palcówkę, cegły na których utrwalone zostały odciski ludzkich palców albo ślady zwierząt czy ptactwa – to tym łatwiej zauważyć w ceglanym kościele obraz różnych ludzi złączonych we wspólnocie Kościoła. W budynku każda cegła jest ważna i ma swą rolę do spełnienia ale są takie, które wybrane zostały do roli wyjątkowej. Swego czasu w chełmżyńskiej bazylice spadło gotyckie sklepienie gdy robotnik przez przypadek wybił zwornik. Obrazowo w odniesieniu do Kościoła pokazało się to o czym mówił prorok Zachariasz a przywołał Pan Jezus w Ogrójcu: „uderz w pasterza a rozproszą się owce”. (Za 13,7; Mt 26,31). W jednej chwili sklepienie rozłożyło się w rumowisko cegieł. Czyż papież i będący z nim w jedności biskupi i kapłani nie pełnią w Kościele roli zwornika? Czyż posługa sakramentalna nie sprawia, że mimo ciążenia w dół – skłonności do grzechu, jesteśmy ciągle, niczym sklepienie skierowani ku górze? Gdy więc siadam w ławkach naszej świątyni to widzę nie tylko zadaszoną przestrzeń sakralną do sprawowania kultu ale obraz Kościoła wspartego na mocnym fundamencie, którym jest Jezus Ukrzyżowany i Zmartwychwstały. Proszę zauważyć, że pierwotny kościół romański w Pucku był zbudowany na rzucie prostokąta a obecny gotycki zachowując częściowo fundamenty starego, nowe fundamenty nie przypadkowo wyznaczył na planie krzyża. Spoglądając ku sklepieniom powtarzam to co uczynili apostołowie gdy Jezus „uniósł się w górę” a jednocześnie słyszę ten sam głos anioła „ Jezus został wzięty spomiędzy was do nieba, ale przyjdzie tak samo, jak Go widzieliście idącego do nieba”. (Dz1,11)   Patrząc na wysmukłe mury i filary i wsparte o nich żebra sklepień kościoła widzę Apostołów i Ojców Kościoła ale i dzisiejszych geniuszów wiary dzięki którym ja prosty człowiek mam się na kim oprzeć – do kogo odwołać. To mądrość Boga uczyniła z nich geniuszy jak mądrość budowniczego sprawia że te setki tysięcy cegieł nie są rumowiskiem ale harmonią. Tworzą budowlę stabilną ale będącą w ciągłym naprężeniu jak Kościół zmagający się z myśleniem świata. Pnie się ona ku górze jak człowiek napełniony Bożym duchem.

Badacze gotyku wiedzą, że w kościołach zbudowanych w tym czasie (XIII – XV wiek), odnajdujemy wiele elementów, których celowość bynajmniej nie była podyktowana wyłącznie wymogami statyki. Nam, ludziom współczesnym z niemałym trudem przychodzi odczytanie „zapisanych” w murach świątyni prawd naszej wiary oraz teorii filozoficznych, które zaprzątały myśl ludzką. Pewnie niewielu spośród wchodzących do puckiej fary, zdaje sobie sprawę, że osiem ośmiobocznych filarów to nie tylko podparcie sklepienia, ale to również symbol czterech żywiołów, z których składa się wszechświat (materia) i czterech ewangelii, które wyrażają to co duchowe. Ośmioboczność filarów to też nie przypadek. Cyfra osiem jest symbolem chrześcijaństwa. Chrystus, który wszystko czyni nowym przez swoje zmartwychwstanie, czyni nowym życie ludzkie, a dzień zmartwychwstania w pierwszych wiekach chrześcijaństwa świętowany był jako ósmy dzień. Nic więc dziwnego, że chrzcielnica, choć późniejsza, wpasowała się w tę symbolikę. Jej ściany to pięć boków ośmioboku dla podkreślenia nowych narodzin przy chrzcie. Nie inaczej jest z prezbiterium. Kolejnym elementem naszego kościoła, który spełnia nie tylko funkcje nośne ale także edukacyjne jest wielka arkada, która oddziela prezbiterium od reszty kościoła. Symbolizuje łuk tęczowy, czyli znak przymierza jakie Bóg zawarł z Noem. Jest ono zapowiedzią przymierza zawartego w Jezusie Chrystusie, a uobecnianego na ołtarzu podczas każdej ofiary Mszy św. Jeden z kapłanów podpowiadał, by w naszym kościele ołtarz wysunąć bardziej do przodu i to nie ze względów praktycznych – aby ludzie lepiej widzieli, ale dla większej czytelności – by ostatnie przymierze uobecniało się pod znakiem przypominającym pierwsze przymierze.

Znaczącą rolę w kościołach gotyckich odgrywało światło, którego celem nie było tylko oświetlenie wnętrza, ale takie jego oświetlenie, które jednocześnie zmuszało człowieka do refleksji nad jego dążeniami. „Gdy wchodzimy do katedry gotyckiej, widzimy zazwyczaj, ze dolna jej część pogrążona jest w półmroku: panuje tu oświetlenie szare, jednostajne i codzienne, w którym występują poszczególne człony budowli (…). Skoro jednak przeniesiemy oczy w górę, ujrzymy sklepienie, które na kształt tajemniczego baldachimu unosi się nad przyćmionym wnętrzem wraz z jego najniższymi partiami.” Zamysł budowniczych jest czytelny: pokazać szarość ziemskiego padołu – doczesności i blask nieba – wieczności. Takie wykorzystanie światła po części jest ciągle widoczne w naszym kościele ale w zamyśle architektów miało być bardziej wyraziste. Nie wszyscy pewnie wiemy, że w czasie wielkich remontów końca XIX wieku, gdy możliwość czytania z książeczki była ważniejsza niż symbolika, powiększono znacznie okna naszego kościoła, wpuszczając światło rozświetlające sklepienia ale także posadzkę. Zapewne nieco inny efekt był wówczas gdy małe okna umieszczone były wysoko, we wnętrzu wnęk, których dolne partie odsłoniliśmy w czasie ostatniego remontu. Dziś coś z tego niesamowitego widoku rozświetlonego sklepienia doświadczamy, gdy wieczorem włączymy podświetlenie sklepień. Mówiąc o symbolice światła zauważmy jeszcze, że kościół nasz – jak wszystkie średniowieczne kościoły jest orientowany tzn. zbudowany w taki sposób, że prezbiterium skierowane jest na wschód. Po stronie wschodniej umieszczono dwa okna, po obu stronach ołtarza. Biorąc pod uwagę fakt, że w tamtych czasach Eucharystia sprawowana była o świcie, możemy wyobrazić sobie jak niesamowite wrażenie wywierało światło na jej uczestnikach. Wschodzące słońce napełniające wnętrze prezbiterium i sprawowana Eucharystia musiały dawać wręcz namacalne odczucie przychodzenia Chrystusa Światłości świata. Do tego światło migocących świec oświetlające twarze aniołów i świętych z ołtarza – inne niż stałe światło reflektorów – sprawiało, ze wszystko ożywało, jakby się poruszało tworząc jeden chór z tych co w świątyni i z tych co już przeszli do chwały.

Rzucona dziś garść refleksji o naszym kościele ma pomóc nam wszystkim odkryć go na nowo, bardziej pokochać i wziąć za niego odpowiedzialność.Nie da się go porównać z żadnym innym budynkiem tego miasta ani pod względem wieku, ani klasy, ani bogactwa treści. Góruje nad miastem i okolicą, by jak dawniej tak i dziś przypominać, że nie samym chlebem żyje człowiek. Swoją drogą, ciekawe co na to zidologizowani „mędrcy z trybunału w Strasburgu” – czy też nakażą zdjąć go z widoku niczym krzyże z włoskich szkół, by nie ranił uczuć jakiego ateisty? Ten wspaniały kościół, architektonicznie przemyślany sam katechizuje, podnosi człowieka na duchu. Nie dziwi więc fakt, ze wielu przychodzi tu także poza liturgią, by napełnić się Bożą obecnością. Nie dziwi też pieczołowitość z jaką się o niego przez wieki troszczyli dumni puccy parafianie. Czy więc miałaby dziwić troska o ten kościół w naszym pokoleniu? Kościół dumę pokoleń. Trzeba być wyjątkowym tępakiem, by mówić po co wydawać na kościół lepiej zbudować przedszkole, drogi…. I to i tamto trzeba, bo jesteśmy ludźmi i choć dziś chodzimy po ziemi, w sercu już nosimy kawałek nieba. Ostatnie lata zaowocowały wieloma pracami, które zabliźniły rany zadane przez czas. Najprawdopodobniej już w styczniu kolejna znaczna inwestycja – malowanie wnętrza świątyni. Mam nadzieję, że dzięki ludzkiej życzliwości możliwa będzie do realizacji. Bo nasz kościół to wspaniały dar minionych pokoleń ale i zadanie dla nas. Jego ogrom i przemyślany kształt mówi o myśleniu i wierze przodków a jego wygląd dzisiejszy o naszej wierze, myśleniu i wartościowaniu.

 

Ks. Proboszcz Jerzy Kunca

 

Artykuł z biuletynu parafialnego Fara z listopada 2009.