Rozważania drogi krzyżowej autorstwa Magdaleny Borzyszkowskiej

Prawa autorskie zastrzeżone. Kopiowanie, publikowanie, udostępnianie komercyjne zabronione

Schemat drogi krzyżowej jest nam bardzo dobrze znany. Wędrówka z czternastoma przystankami zwanymi stacjami, podczas których analizowanych jest kilkanaście zdarzeń z ostatnich godzin przed śmiercią Jezusa. Wszystkie czternaście stacji to na wskroś naturalistyczny spektakl zawierający dramatyczne sceny od wyroku sądu skazującego na śmierć poprzez brutalne torturowanie, kaleczenie, zadawanie ran cielesnych i psychicznych aż po grób. Ale warto zauważyć, że nie wszystkie stacje mają źródło w Biblii. O  upadkach Jezusa ( czyli stacjach 3,7 i 9) oraz  o stacjach 4 i 6 Pismo święte nie wspomina. 

Jeżeli pierwszy przystanek tej drogi to wyrok a ostatni to grób, to wydarzenia te to opis dramatycznej przegranej jednego człowieka a my jesteśmy świadkami zbrodni i ten wieczór byłby opisem triumfu śmierci i wygranej tyranów. Bez wiary trudno byłoby myśleć o tych zdarzeniach w pozytywny sposób. Pismo święte jednak zawiera inne treści. Dlatego dziś analiza godzin poprzedzających śmierć Jezusa nie będzie wiernie odtwarzała tradycyjnych stacji drogi krzyżowej opartych na ludowej pobożności, nie będzie też w sposób drobiazgowy analizowała opisów Jego Męki. Rozważania oparte na zapisie biblijnym, poparte przemyśleniami dotyczącymi naszej współczesności, prowadzą w stronę umiejętności patrzenia, dostrzegania spraw, rzeczy istotnych i uświadomienia sobie, jak ważne jest to spojrzenie. 

Skoro mowa o patrzeniu, w rozważaniach przypomniano przedmiot, który jest jak relikwia chrześcijan. Właśnie mija 20 lat od czasu, kiedy opublikowano reportaż pt. Prawdziwe Oblicze Chrystusa. Odnalezienie niezwykłej relikwii Zmartwychwstania. Mowa o kawałku tkaniny zwanej Volto Santo (świętym Obliczem),  przechowywanym w niewielkim włoskim mieście w pobliżu wybrzeża Adriatyku, o Chuście z Manoppello, która prawdopodobnie nałożona była na twarz Jezusa w grobie. Wpatruję się w tę twarz. Jest pogodna, jest jasna i jest żywa! Bez śladów krwi, bez oznak torturowania. Od tego wizerunku zaczyna się moje rozmyślanie. Od teraz droga, którą właśnie rozpoczynam, nie jest już drogą krzyżową, drogą męki, śmierci, lecz drogą z Jezusem, prowadzącą ku  prawdziwemu ocaleniu, ku życiu. Od teraz zaczynam swoje poszukiwania Żywego Boga w życiu.

 

Stacja pierwsza

Rozważanie pierwsze. Piłat, czyli ja.

Ta droga z Jezusem zaczyna się w sądzie. Już odbyła się wieczorna rozprawa przed żydowskimi arcykapłanami, teraz przyprowadzili Go przed sąd rzymski. Właśnie trwa przesłuchanie. Święty Jan w 18 rozdziale Ewangelii przytacza ten dość długi dialog. Urzędnik wydaje się neutralny, nie podnosi głosu, uprzejmie informuje skazanego, że może skorzystać z przywileju wynikającego ze swego urzędu. Mówi: mam władzę uwolnić, mam też władzę ukrzyżować. Można inaczej spojrzeć. Kwestia interpretacji. Co tam prawda? Kto by dociekał? Jakby chciał powiedzieć: dziś taka, jutro inna. Ważne, żeby się w papierach zgadzało. Jakie to aktualne! 

Co na to Jezus?  Mówi jedno zdanie, które mocno zapada mi w pamięć: Każdy, kto jest z prawdy słucha Mojego głosu. I tu nie ma „widełek”, odcieni, odpowiedź jest zero-jedynkowa. Bardzo wymagająca. Bo moje poletko, teren mojej władzy: dom, rodzina, praca też często podpowiada wygodniejsze dla mnie rozwiązania: dzisiaj to już inaczej, takie czasy.

Dopóki moje serce dostrzega prawdę, pokazuj mi ją, bym nie tracił jej z oczu.

 

Stacja druga

Rozważanie drugie. Tak zwane zewnętrzne okoliczności.

Maszyna ruszyła, już koło się toczy. Czy chcę czy nie, już mam ten ciężar na plecach. Cokolwiek to jest w moim życiu, na co nie mam wpływu: choroba ciała, odejście kogoś bliskiego- takie realne, fizyczne, czy też to emocjonalne.  Ale w tej stacji, której wnikliwie się teraz przyglądam- widzę, że to nie Bóg nakłada Jezusowi krzyż na barki-w tym konkretnym obrazie jest to inny człowiek!  Bohater A: ofiara. Zmuszony do zgody na los, na który nie zasłużył. Bohater B: krzywdziciel. Osoba, która nie liczy się ze stanem psychicznym bohatera A. I moje odkrycie: bywam i jednym i drugim! W pierwszej  sytuacji jest pytanie o gotowość na przyjęcie niezawinionego cierpienia. Okoliczności zewnętrzne, ale praca na wskroś wewnątrz mnie. Tu po raz pierwszy pojawia się pytanie o moją wiarę.  Druga sytuacja zmusza do analizy: co jest krzyżem, który ja funduję innym?  I stawia przed oczyma ulubioną rozrywkę ludzi: krytykę. 

Dostrzec siebie zarówno w pierwszej, jak i w drugiej sytuacji to nie udawać, że mnie to nie dotyczy. To wziąć odpowiedzialność za czas, w którym żyję. Wykorzystać go najlepiej, jak w danej sytuacji umiem. 

 

Stacja trzecia

Rozważanie trzecie. Nad krzyżem.

To dynamiczna scena. Niemal słychać, jak ludzie na  obrazie krzyczą. Ich twarze są napięte, brwi zmarszczone. Stoją nad jednym człowiekiem, którego przygniata drewniany krzyż. Ktoś podnosi rękę, ale nie po to, by podać ją leżącemu, przeciwnie, ta zaciśnięta dłoń jest tak ułożona, że nie ma wątpliwości, że ma zamiar uderzyć. Twarzy człowieka przygniecionego belką nie mogę teraz dojrzeć, ponieważ jest odwrócona w stronę ziemi.

Mój upadek to czas, kiedy nie widzę twarzy Boga. To ten moment, gdy świadomie nie chcę Go widzieć, ponieważ wydaje mi się, że moja siła pozwala mi stać NAD NIM, udawać, że Go nie ma. 

 

Stacja czwarta

Rozważanie czwarte. Orędowniczka

 Ewangelie o spotkaniu Jezusa z Marią podczas trwania drogi krzyżowej nie wspominają. O Maryi mowa jest dopiero pod krzyżem. Być może teraz czas, by dynamikę zastąpić jednym ujęciem statycznym. Stop- klatka. Zbliżenie na twarz.

Tylko Ona mogła być tak blisko. Ona pierwsza dostąpiła oglądania Oblicza Boga. O Niej mówimy: orędowniczka, czyli wysłana, aby występować w obronie. Maryja została wysłana, aby wstawiać się za nami przed Bożym Obliczem, aby nie pozwolić, by ktoś był tej  możliwości pozbawiony. Każdy w jej oczach zasługuje na Jej troskę, każdy jest jej ukochanym dzieckiem.

Oto Matka, która rozumie moje potknięcia, wybacza błędy i nieustannie staje w obronie.

 

Stacja piąta

Rozważanie piąte. Szymon – znaczy „Bóg wysłuchał”

Trzy Ewangelie (Mateusza, Marka i Łukasza) mówią wprost o tym człowieku i wszystkie trzy podkreślają jego pochodzenie:  Szymon Cyrenejczyk, niejaki Szymon z Cyreny, pewien człowiek z Cyreny o imieniu Szymon. Mieszkał w Jerozolimie, ale pochodził z (Cyreny), greckiego miasta w Afryce, a więc dla rdzennych Żydów wciąż był cudzoziemcem, obcym, innym. Dobrze wiedział, jak to jest być człowiekiem odrzuconym. Dlatego pewnie zgodził się na niesienie krzyża wraz ze skazańcem. Jezus przecież też właśnie doświadczał odtrącenia przez swój pobożny naród.

Iść blisko Jezusa to  największe szczęście.  On nie odrzucił, nie wykluczył. Imię Szymon oznacza Bóg wysłuchał

 

Stacja szósta

Rozważanie szóste. Ujrzeć oblicze Boga

Usłysz, Panie, kiedy głośno wołam, *
zmiłuj się nade mną i mnie wysłuchaj.
O Tobie mówi moje serce:*
«Szukaj Jego oblicza!»

Szukam, o Panie Twojego oblicza.

 

W tym miejscu drogi zazwyczaj wspominamy Weronikę, która troskliwie otarła chustą twarz Jezusa. Prawda jest taka, że o tej kobiecie w Piśmie świętym nie ma mowy, o chuście już tak.

Jest na świecie kilka tkanin, które do dziś skrywają tajemnice, i co do których snuje się hipotezy, że pochodzą z grobu Jezusa. Mowa o Całunie Turyńskim, chuście z Oviedo, w którą według tradycji, owinięta była głowa Jezusa oraz o sudarium, małej chuście, a właściwie chusteczce o wymiarach 17 na 24 cm,  która przechowywana jest w maleńkim włoskim kościele i przedstawia wizerunek ludzkiej twarzy. 

Pierwsza wzmianka o tej chuście pochodzi z VI wieku, tkanina uważana jest za sudarium, którym okryta była twarz Jezusa Chrystusa w grobie. 

Uświęcona chusta jest pełna tajemnic, ale kilka rzeczy jest pewnych: pewne jest, że chusta istnieje, pewne jest też, że nikt nie może wyjaśnić wyjątkowego charakteru tego przedmiotu, zawiera on bowiem niezliczoną liczbę wizerunków, zmieniających się wraz ze światłem.

Dla każdej osoby wygląda inaczej: dla Afrykańczyka wygląda jak Afrykańczyk, dla Azjaty jak Azjata, przedstawia pogodną twarz, w równym stopniu przemawiającą do kobiet, jak i  mężczyzn. Jest wykonany z niezwykłego materiału jakim jest bisior, czyli materiał z jedwabistych nici uzyskanych z szybko krzepnącej wydzieliny niektórych małży morskich, jest zwany złotem z mórz. Jest on światłoczuły- pod wpływem światła lśni niezwykłym blaskiem na złoty kolor.

  Zadziwiające jest też  to, że nie ma na nim śladów farby, w opisach przewija się określenie, że jest to obraz „nie ręką ludzką uczyniony”. Nie zawiera kolorów, wydaje się być malowany światłem, żywy. 

Jednak najistotniejszą cechą tego przedmiotu jest fakt, że w odróżnieniu od innych relikwii ( Całunu z Turynu, Chusty z Oviedo, i kilku innych, na których dostrzec można ludzką twarz, wizerunek z  Manoppello przedstawia twarz człowieka, który jest żywy! 

Doświadczenie wpatrywania się w tę twarz prowadzi do osobistego odkrycia, że poszukuję Boga, który żyje, który jest przy mnie w mojej codzienności.

 

Stacja siódma

Rozważanie siódme. Cyfrowy Jezus.

Znając konstrukcję tego nabożeństwa wiem, że oprócz stacji mówiącej o drugim upadku, była już ta o pierwszym i będzie o trzecim. Zastanawiam się przez chwilę, jak te wydarzenia są przedstawiane na obrazach: czy jest jakaś gradacja, stopniowanie, np. pierwszy najsłabszy, ostatni najdotkliwszy.

Trafiam w internecie na obraz zatytułowany Stacja VII -Jezus upada po raz drugi. Obok opis obrazu: Krosno: drzewo sosnowe. Płótno: lniano-bawełniane, 3-krotnie gruntowane. Farba: ekologiczna UV, nie uczula, wysoka odporność na wilgoć i słońce.
Gwarancja: 100 lat gwarancji producenta na trwałość kolorów.  Obraz dostępny w wersji bez ramy i opcjonalnie z ramą ozdobną. Technika druk cyfrowy.

Jak często skupiamy się w życiu na rzeczach nieistotnych. Poszukując treści potrzebnych, dostaję setki nieważnych, które jak szarańcza atakują mój umysł, wprowadzając go w stan nieustannego rozproszenia. Włączam jedną wiadomość, otrzymuję dziesiątki innych, zupełnie nie tych, których poszukiwałem, ale już żyją w moim umyśle, już się nimi nakarmiłem.

Ile trzeba mieć w sobie dyscypliny, żeby odrzucać treści nieistotne. Ile samozaparcia, żeby nie pozwolić na zniewolenie. 

Teoretycznie nikomu nie szkodzę? Pułapka.  Pozwalam, by cenny czas przeciekał mi przez palce (albo pod palcami: klawiatury).  

 

Stacja ósma

Rozważanie ósme: Lament

Ewangelia świętego Łukasza wspomina, że podczas drogi krzyżowej Jezus zwrócił się bezpośrednio do kobiet, w odpowiedzi na ich zawodzenie i płacz nad Nim. Ów lament to kamuflaż. To pozorna litość. W tej stacji jestem jedną z kobiet, które odwracają uwagę od spraw istotnych,  zajmują się czyimiś sprawami, aby ukryć coś ważniejszego, coś, czego nie chcą ujawnić, co odkrywa ich porażki,  odsłania jakąś nieudolność, niszczy pozorną nieskazitelność. 

Jezus mówi wprost: Nie nade Mną płaczcie, ale nas sobą i nad waszymi dziećmi. O! jak ważne jest to napomnienie, jak dziś aktualne! To zawołanie interpretowane wprost każe nam dokonać analizy funkcjonowania naszych domów. Pamiętam jeszcze czasy, gdy w kolejce do lekarza czy w podróży dziecko dostawało do ręki książeczkę wraz z matczyną opowieścią.

Dziś dostaje cyfrową zabawkę wielofunkcyjną. Bez matczynego głosu, bez kontroli treści. Dla mózgu trzy-czterolatka natłok bodźców dźwiękowych, wzrokowych, emocjonalnych jest niemożliwy do przetworzenia. Już zbieramy pierwsze żniwo. W imię źle pojętej nowoczesności skazujemy własne dzieci na nieumiejętność słuchania, słabą koncentrację, umiejętności niezbędne podczas całego procesu uczenia się a także rozchwiane emocje, trudności z nawiązaniem relacji międzyludzkich, również tych dorosłych za chwilę. 

 

Stacja dziewiąta

Rozważanie dziewiąte. Stracić równowagę.

Jedna z definicji słowa upaść znaczy: tracąc równowagę, osunąć się bezwładnie w dół.

Równowaga to stan właściwej postawy. Równowaga psychiczna, emocjonalna. Codzienna mozolna praca nad tym, aby zachować proporcje. Jeśli jeden z czynników ulegnie rozchwianiu, cała konstrukcja się rozpada. Znamy ten scenariusz. Jak trudno to później pozbierać, poukładać.

W tej stacji modlę się o to, by patrzeć szerzej, nie skupiać się w życiu na detalach bez znaczenia, na mało ważnym pedantyzmie zewnętrznym. 

Jezu obecny w moim życiu pomagaj dostrzegać te sytuacje, które pozwalają mi utrzymać równowagę. Tak patrzeć, aby widzieć dalej.

 

Stacja dziesiąta

Rozważanie dziesiąte. Sycić wzrok, zabijać wzrokiem.

To jest stacja, której nie można analizować inaczej, jak tylko przez pryzmat patrzenia. Wzrok to nie tylko narząd. To zdolność umysłu potrzebna do przetwarzania informacji. Może służyć odkrywaniu piękna, dobra, a może też prowadzić do destrukcji, wynaturzenia.

Już historia Jezusa z drogi krzyżowej i opis zawarty w Ewangelii Mateusza, mówi o tym, że ludzie od wieków używali wzroku, by się dowartościowywać lub innych upokarzać. W 27 rozdziale, wersecie 27 jest mowa o tym, że żołnierze rzymscy przygotowali widowisko z Jezusem w roli głównej: rozebrali Go z szaty, włożyli na Niego królewski płaszcz, nałożyli Mu na głowę wieniec z ciernia, a do ręki dali trzcinę. Wszystko po to, by wyśmiać, upokorzyć, wyszydzić.

Dziś także znane są określenia: karmić się widokiem, ale też inne: obrzucić wzrokiem, a nawet zabić wzrokiem. Ta druga to wyrafinowana forma krzywdzenia bez używania siły. Chyba boli jeszcze bardziej. 

To jest wielka praca umysłu i woli, by kształtować jasne spojrzenie. Dostrzegać to, co służy dobru, nazywać zło, i świadomie uczyć się je odrzucać. 

Uczę się tego trwając przy twarzy Jezusa.

 

Stacja jedenasta

Rozważanie jedenaste: odwaga wierności 

Tradycja każe w tym miejscu wspomnieć fakt przybijania ciała Jezusa gwoźdźmi do krzyża. My zaś pójdziemy o krok dalej. Przywołamy fragment z Ewangelii mówiący o tym, co zdarzyło się  już pod krzyżem.  

Święty Jan tak relacjonuje ten moment:

 Rozdział 19, werset 25. Znany, często odczytywany. Zdanie to brzmi: A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Koniec zdania, kropka. Trzy kobiety, które wymienia Jan, które pokonały lęk przed konsekwencjami, wybrały obecność.  

Dopiero w kolejnym zdaniu słyszymy: Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój».  Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». A więc pod krzyżem Jezusa były trzy kobiety i Jan

Nie sposób nie odnieść wrażenia, ze święty Jan celowo rozdziela te zdania. Podkreśla obecność innych osób pod krzyżem. On nie wyobrażał sobie, by jego mogło tam nie być, one – kobiety, mogły uciec, mogły nie mieć w sobie odwagi, mógł opanować je strach.

Ja od kobiet spod krzyża uczę się wybierać obecność. Mimo lęku.

 

Stacja dwunasta

Rozważanie dwunaste: Krucyfiks

Dla nas, którzy zabiegamy o to, by w naszym dostatnim życiu było jedynie przyjemnie, akceptacja cierpienia bywa niedorzecznością. Godzić się na wymagania, uznawać przykazania  oznacza być staroświeckim, niemodnym.

A dni, które przeżywamy, zmuszają nawet obojętnych, by jednak spojrzeć na krzyż. 

Łacińska nazwa krucyfiks składa się z  dwóch członów: cruci oznaczającego przejście i 

fix- naprawiać. To bardzo ciekawe, że w języku polskim krzyż oznacza przedmiot (słowo wyrażone rzeczownikiem),  łacina w obu zawartych w słowie członach lokuje czasowniki a więc konieczność działania, sprawczości.

Jezus przeszedłszy- naprawił, ale  nam także pozostawił zadanie: naprawiając w Imię Moje – przejdź.

Czy dziś jestem gotów  przyjąć ten wymagający testament.  

 

Stacja trzynasta

Rozważanie trzynaste. W oczekiwaniu na świt.

Wiemy z Pisma świętego, że „ponieważ był to dzień Przygotowania, aby zatem ciała nie pozostawały na krzyżu w szabat – ów bowiem dzień szabatu był wielkim świętem- Żydzi prosili Piłata, aby ukrzyżowanym połamano golenie i usunięto ich ciała.” I Piłat zezwolił. 

Tyle o zdjęciu ciała z krzyża. Nastała cisza. Wszyscy się rozeszli, hałas ucichł. Między dwunastą a czternastą stacją jest ciemność. 

Ale nie ciemność jest sensem tych rozważań, ale czekanie na świt. A trzeba wspomnieć, że w  miejscu, w którym rzeczywiście znajduje się grób Jezusa, w Jerozolimie, trwa to wyjątkowo krótko. Najpierw jest ciemno i nagle, natychmiast, w jednej chwili robi się jasno. 

I w tym kontekście warto przeanalizować fragment relacji św. Jana mówiący o wydarzeniach, gdy minęło już kilkanaście godzin od czasu, kiedy zdjęto martwe ciało Jezusa z krzyża i umieszczono w grobie.  

Święty Jan pisze o tym z reporterską wręcz precyzją. „Wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, pobiegła tam Maria Magdalena i zobaczyła, że grób jest otwarty”.

Gdy jeszcze jest ciemno, widzę tylko trochę, widzę niepewnie, nie dostrzegam istoty. 

Gdy ujrzę świt, ten jedyny świt, będzie to znak, że dostępuję zbawienia!

 

Stacja czternasta

Rozważanie czternaste. Chusta.

Struktura grobu w Jerozolimie nie zmieniła się od wieków, dlatego nasza ludzka potrzeba analizowania szczegółów mogła być zaspokajana przez kolejne pokolenia tych, którym zależało na odtworzeniu wydarzeń sprzed dwóch tysięcy lat. 

Podczas obserwacji i badań ustalono, że grób w Jerozolimie jest usytuowany na wschód. To istotny szczegół. Zazwyczaj jest to niewielka komora z korytarzem po lewej stronie i z kamienną ławą po prawej. Na tej ławie po prawej stronie prawdopodobnie leżało martwe ciało Jezusa. W żydowskich pochówkach w tamtych czasach używano tkanin do przykrycia ciała w różnych ilościach.  Wewnątrz grobu było zatem wiele materiałów, a w środku było ciemno. Nie można było nic zobaczyć. Zwłaszcza z zewnątrz. Z wyjątkiem jednego niewielkiego przejścia po prawej stronie tuż za wejściem.

I teraz czas na relację Jana: kiedy Maria Magdalena zobaczyła kamień odsunięty od grobu, pobiegła do uczniów, którzy prawdopodobnie byli w wieczerniku. Było to około 20 minut drogi od grobu. Maria Magdalena podejrzewała, że ktoś wykradł ciało. Powiedziała uczniom:  Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono». Wtedy natychmiast Piotr i Jan wybiegli, ale – jak czytamy-  „ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu.  A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka.  Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna  oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. 

Jan schylił się i zajrzał do grobu, lecz tam nie wszedł, ponieważ dla Żydów najsurowszym prawem było prawo dotyczące nieczystości a za najbardziej nieczyste było uważane wszystko co było związane z grobem. Gdy Piotr dotarł do grobu, z jakiegoś powodu nagle pozbył się tej bojaźni i wszedł do wnętrza. Ewangelia mówi że grób był pełen różnych tkanin oraz że chusta leżała zwinięta oddzielnie na jednym miejscu. Słońce właśnie wschodziło. Pierwsze jego promienie docierały przez małe wejście. Tam właśnie leżał niewielki fragment materiału, który teraz pod wpływem promieni słonecznych lśnił. Piotr po rozłożeniu tkaniny zobaczył, że na chuście widać kontury ludzkiej twarzy i że zna tego człowieka. 

Do czasów nam współczesnych nie dowiedziono, że jakakolwiek tkanina  poddana badaniom, związana z faktem Zmartwychwstania Jezusa jest prawdziwa, z całą pewnością jednak chusta z Manoppello jest jedną z tych, na których widnieje wizerunek, człowieka, który jest żywy, bliski, obecny.

 I dalej mówi Pismo: Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył.

Jest taki rodzaj patrzenia, który nazywamy wiarą. I  święty Jan jest tego przykładem.

 

Zakończenie

Kim jestem z tego szlaku, w kim odnajduje siebie? Czy jestem pobożnym Żydem, który nad logiką stawia prawo, czy bardziej cudzoziemcem Szymonem, który wciąż mierzył się z odrzuceniem przez pobożnych, a jednak dzięki bliskości Jezusa, już w Ewangeliach zapisał się jako ten, który  Mu pomagał, czy Magdaleną, która za wierność pod krzyżem otrzymała nagrodę największą i jako pierwsza spotkała Jezusa tuż po Zmartwychwstaniu. Jako pierwsza poznała żywego Jezusa, mogła wpatrywać się w Jego twarz.  Czy też jestem w tłumie, który krzyczy na zapas, nie wiadomo nawet czasem w jakiej sprawie, dla zasady, bo wszyscy dziś krzyczą. I nie przychodzi im na myśl, że można inaczej. Czy też jestem jednym z uczniów, o których opis ewangeliczny milczy, poza Janem i Piotrem. Ten ostatni na całym szlaku się ukrywa, jest obserwatorem z daleka, odwagi nabiera dopiero wtedy, gdy przybiega zapłakana kobieta z wiadomością, że grób jest pusty. Wtedy łamie najsurowsze żydowskie prawo i wchodzi, mimo zakazów, do miejsca uznanego za najbardziej nieczyste. Czy też lamentującą kobietą, która pod płaszczem swojej troski ukrywa prawdziwe powody do  zmartwienia. Czy wreszcie rzymskim żołnierzem, który używa siły, przemocy, by ukryć prawdę.

Tak czy inaczej, kogokolwiek bym w sobie nie znalazł, teraz jest czas, by w dniach najważniejszych, nie stracić Jezusa z oczu. Niczym Go nie zasłonić. 

Póki mam czas, mam możliwość szukać Oblicza Boga. Jeszcze czas.

Prawa autorskie zastrzeżone. Kopiowanie, publikowanie, udostępnianie komercyjne zabronione